sobota, 16 marca 2013

I lost my mind..


Cóż, możliwe, że wróciłam na stałe.

Co u Was?

Mam nadzieję, że jakoś się trzymacie..


Okej, wkurzam samą siebie.

Ostatnimi czasy wszystko zaczynam tak samo; piszę nową notkę, rozmawiam ze znajomymi i zawsze na początku pada to pytanie.

Trzymasz się?


Nie, kurwa. Nikt się nie trzyma.

Każdy tylko udaje, że jest szczęśliwy, byś się nie czepiał.

Ale co tam, przecież wszystko w porządku.


Wiecie.. nie rozumiem tego.

Człowiek współczesny pomimo tego, iż ma własne problemy, stara się pomóc innym.


Ale głównie jest też tak, iż się tego on niego wymaga, albo po prostu on nie potrafi sobie poradzić z samym sobą.


Tak jak ja.

Piszę do Was, piszę na blogu, na fanpage.

Ale dlaczego?


Chyba właśnie dlatego, że czuję się samotna.

Nie mówię jednak, że jestem sama, bo to nie prawda.

Mam przyjaciół, rodzinę, znajomych, osobę, która cholernie mi się podoba..


Ale 'sam' nie znaczy tego samego, co 'samotny'.

Równie dobrze mogę być sama, choć nie czuć się opuszczoną, prawda..?

Więc w czym tkwi problem, zapewne zapytają się niektórzy.


Może właśnie w tym, że nie mam tak naprawdę się do kogo odezwać..?

Rodzina? Nie, przecież problemy nastolatki są gówno warte, ludzie mają gorzej ode mnie i żyją.

Przyjaciele? Choć powiedzieć im mogę niemalże wszystko, okej; jest wiele wyjątków; to ostatnimi czasy wolałabym już raczej milczeć i pozwolić, by cały ten jebany ból wyżerał mnie od środka.

Znajomi..? Zostawię to bez komentarza..


Więc cóż mi zostało..?

Właśnie nie wiem i to jest najgorsze.

Co prawda mam tą stronkę, mam GG, Twittera, Facebooka i kilka kont na różnych portalach, ale..

To nie to samo..


Jeszcze nie tak dawno myślałam, że dostałam jakiś maleńki prezent od losu.

Że w końcu coś zaczęło się układać.

Ale po kilku tygodniach doszłam do jednego wniosku; chyba straciłam rozum myśląc, że wszystko będzie okej..


No ale co poradzić?

Człowiek żyje marzeniami, a zwłaszcza tymi nierealnymi.

Teraz mam kilka spraw na głowie, których pewnie i tak nie rozwiążę inaczej, niż kończąc to i owo.


Tak, mam kilka problemów.

Nie wiem, jak je rozwiążę, ponieważ mam mętlik w głowie.

A ponad to; kiedy mam doła, to przejmuję się wieloma, najczęściej dość błahymi, sprawami, które z czasem same jakoś się odkręcą.

A co, jeśli tym razem wcale tak się nie stanie..?


Jeżeli mam być szczera, a na tej stronie jestem, to mam powoli dość.

Dość siebie, ludzi, którzy mnie otaczają, tego, w co potrafię się wpakować.

Wszystko się zmienia, w ciągu 24 godzin wiele rzeczy może się obrócić o 180 stopni..


Nie wiedzieć czemu, ale zaczęłam się śmiać.

Hahaha, ta moja głupota mnie dobija..

Jak to powiedziała jedna ze znanych mi osób;

'Po chuj się dobijasz? Przecież drzwi masz otwarte.'


No tak.

Drzwi otwarte, lecz umysł zamknięty..

Chciałabym znowu mieć przy sobie kogoś, komu mogłabym powiedzieć, co mnie trapi bez wysłuchiwania zażaleń na temat kogoś, kto nie interesuje mnie w najmniejszym stopniu.

Okej, kłamię; jeżeli mi na kimś zależy, to w równym jemu stopniu przejmuję się JEGO rodziną, JEGO znajomymi, JEGO problemami.

Dokładnie tak, jakby były MOIMI własnymi..


Ale to chyba nie wystarcza..

Może właśnie to ja robię za mało, a od innych wymagam czegoś nadzwyczajnego..?

Zbyt wiele żądam od życia i od innych ludzi.

Chyba..


Ale także wiele pragnę wydobyć od siebie samej.

To nie jest tak, że czekam tylko i wyłącznie na kogoś; sama również staram się zrobić ten kolejny pierwszy krok.

Jaka szkoda, że zawsze jestem źle odbierana.


Ale tak już mam!

Czasem za bardzo się staram..

Czasem za bardzo się wszystkim przejmuję.

Czasem za bardzo histeryzuję..


Tak, taka już jestem i chyba to jedno się nie zmieni.

Mogę mieć inną fryzurę, kolor włosów, inny styl.

Ale ten jebany charakterek..

Raczej się go nie pozbędę tak z dnia na dzień..

czwartek, 14 marca 2013

Lilith


I jak tam, trzymacie się..?

Już jutro weekend, choć wbrew pozorom wcale się nie cieszę..

Przez pięć dni się męczymy w klasie czy w szkole tylko po to, by mieć dwa marne dni wolnego..


Cały tydzień miałam zjebany.

Dołowałam się z byle powodu, zraniłam wiele osób, wierząc niewłaściwym..

Ogólnie rzecz biorąc w ogóle się ze sobą nie zgrałam.


Tak się właściwie zastanawiam, czy samą siebie rozumiem..?

Niekiedy mówię jedno, a zaraz sobie zaprzeczam.

Coś komuś radzę, ale po chwili mówię coś, co się z tym kłóci.


Eh, te moje nieogarnięcie..

Dzisiaj przez większą część dnia w szkole siedziałam sama.

Nie dlatego, że z kimś się pokłóciłam.

Po prostu chciałam pomyśleć.


Ale nic mi to nie dało.

Nie potrafię się wyłączyć, kiedy najbardziej tego potrzebuję.

Chociaż.. taka samotność bardzo mi odpowiada.


Okej, zmieniam temat.

Jako temat posta wpisałam tylko jedno słowo; LILITH.

Wiecie dlaczego..?


Nie tak dawno temu miałam bardzo wielką ochotę na książki fantasy.

Zawsze lubiłam opowieści o wampirach, wilkołakach i im podobnych..

Ale kim jest Lilith?


Takim mianem określano królową demonów, księżną wampirów.

Opisywana jako bezwzględna kobieta, dążąca do własnych celów.

Nieustraszona, czyli taka, jaką ja chciałabym być..


Wiecie, zawsze mówiłam, czy raczej pisałam o tym, co sądzę na dany temat.

Wypowiadałam się na różne tematy, wczuwałam się w to, co piszę.

Ale nigdy nie pisałam, jaką osobą ja jestem.


Owszem, można było wyczuć w niektórych notkach kim jestem, ale czy to jest aż tak widoczne dla każdego..?

Cóż.. wbrew pozorom jestem raczej osobą nieśmiałą.

Wielu sytuacji się obawiam, nie mam pojęcia, co zrobić..


Przez ostatni tydzień samą siebie stawiałam w dość nieprzyjemnych sytuacjach, co kończyło się wypiekami na twarzy i uciekaniem wzrokiem..

Niekiedy jestem tak zdenerwowana albo zawstydzona, że aż się trzęsę..

Nie wiem dlaczego, tak jakoś mam.


Nie mam swojego zdania.

Czasem jest tak, że staram się za wszelką cenę podporządkowywać innym, tym lepszym..

Jeśli mówię to, co myślę to jest to naprawdę wyjątkowa sytuacja.


Hm, potrafię nawet się wyłączyć i pisać komuś dokładnie to, co by chciał usłyszeć.

A potem się zastanawiam, co w ogóle miałam na myśli i dlaczego to napisałam?!

Och, ale najgorsze jest to, że zbyt często ranię ludzi.


Jak już zacznę pisać to, co myślę, to nie patrzę do przodu, nie zaglądam w przyszłość.

Potem tego żałuję..

Niekiedy mam nadzieję, że w ten sposób ulżę samej sobie albo wyjaśnię kilka spraw.


Co jeszcze..?

Szybko się nudzę, tracę zapał.

Jeżeli coś interesuje mnie tylko dlatego, że ktoś inny to ma, to nigdy nie potrafię długo wytrwać przy jednym.


Lubuję się we wpadaniu w tarapaty.

Jakby pokazuje mi to, że każdego dnia może być gorzej, a to pomaga mi patrzeć na codzienność z przymrużeniem oka.

Skoro tyle może się zmienić w ciągu 24 godzin, to skąd mogę wiedzieć, co wydarzy się jutro..?


Dalej..

Jestem niepoprawną romantyczką.

Jako że jestem dziewczyną, dość naiwną i głupią, to wierzę w miłość.

Ale nie tą od pierwszego wejrzenia; raczej w tą prawdziwą, taką długotrwałą..

Która potrafi przetrwać wszystko, która będzie trwać tak czy inaczej; na dobre i na złe..


Nie wiem, co jeszcze mogę Wam napisać na ten moment..

Stanowczo zbyt często mam totalną pustkę w głowie.

Nie potrafię być tą osobą, której ktoś oczekuje, jakiej pragnie..

Nie umiem pokazać tego, jak bardzo mi na kimś zależy..


Cóż, znów mam czarną dziurę w głowie, a na dodatek kończy mi się czas na pisanie..

Dlatego muszę się pożegnać, jednakże nie na zawsze.

Nie dziś.


Zapraszam Was na FANPAGE, przy okazji dziękując Wam za like na nim.

Zachęcam też na zaglądanie na strony podane w zakładce, do których już za niedługo dojdzie pewien portal internetowy; JUVENTUM.PL.

 

Do napisania niebawem..