poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Umierasz każdego dnia od nowa..


Człowiek umiera każdego dnia.

Każdego dnia człowiek się rodzi.


No, to takie moje przemyślenie na dziś..

Jak widzicie (czy raczej słyszycie), zmieniłam playlistę.

Teraz dodałam piosenki, których sama wciąż słucham..


Wiecie, dziś w szkole dowiedziałam się paru interesujących rzeczy..

Przykładowo tego, że chodzę z kimś, kogo nawet nie znam.

Albo tego, że cała szkoła o mnie gada.


Chyba nie muszę mówić od kogo to wiem, prawda..?

Ale najlepsze i tak było w szatni..

Otóż jestem homo.


Nie, nie mówię tego jako ja.

Raczej powtarzam to, co usłyszałam..

No, może i trochę zachowuję się tak, jakbym wolała dziewczyny..


Przebywam przez większość przerw z chłopakami i się z nimi kumpluję.

Moim przyjacielem jest chłopak, podczas gdy dziewczynę odrzuciłam.

Dziwne?

Myślałam, że nie..


Jeżeli przy kolesiach czuję się bezpieczniej i jakby jest mi.. luźniej.. to dlaczego ma to komuś przeszkadzać..?

W ogóle cud, że siadam z kimkolwiek..


Wiecie, taką prawdziwą mnie było widać dziś przez moment w szkole.

Przed lekcjami, gdy siedziałam na parapecie patrząc w okno i słuchając muzyki..

Ale wtedy łzy mi płynęły po policzkach, to tyle dobrego, że nikt mnie nie widział.

No, oprócz kolegi, który ma zajebiste dredy, ale on i tak nie zwraca na mnie uwagi, więc na pewno nic nie widział.


Albo przed pierwszą lekcją rosyjskiego.

Tak, wybrałam sobie zajebisty język, wiem..

Wtedy też jakby czułam się chwilę sobą.


Ale potem przed nosem przeszli mi ludzie z mojej klasy i nagle to zniknęło.

Nie żeby coś..

Lubię ich i tak dalej, ale raczej nie mogłabym być sobą przy nich..


Och, właśnie.. Rosyjski..

Przed lekcją poszłam do łazienki.

Mój kolega natomiast nie wiedzieć dlaczego kazał mojej byłej przyjaciółce iść za mną.


Wiecie, jak to uzasadnił?

'Raz już się pocięłaś w łazience i myślałem, że znów to zrobisz..'

Kurwa, jakbym chciała się pociąć po raz kolejny, to nie szłabym w tym celu specjalnie do łazienki!


Potem pokazałam mu ręce, przy czym mówiłam o tym, jakie to wielkie szyny sobie zrobiłam..

I to był błąd, ponieważ kilka osób z mojej klasy to słyszało..

A koleżanka aż mi spojrzała na nadgarstki..

Dziwnie się z tym czułam..


Jeśli chodzi o to, czy jest mi przykro, bo nawrzeszczałam na kogoś, to nie.

Ani trochę.

Wiem, co sobie robię, wiem, że to jest złe i nie ma prawa bytu.


Ale póki co, to nie mam zamiaru podcinać sobie żył w szkolnej ubikacji!

Nie po raz kolejny.

Teraz bym się po prostu powiesiła.


A jak już mowa o śmierci, to wpadłam na 'genialny' pomysł.

Chciałabym zgłosić się na dawcę narządów.

Tak, mówię poważnie!


Pomyślcie, można komuś uratować życie, przecież przeżyjemy z jedną nerką, drugą można oddać..

Mój przyjaciel (muszę go tu jakoś nazwać, bo mnie zaczyna denerwować ta fraza.) natomiast mi odradza..

Jak to powiedział..

'Rodzina chorego może nawet zabić dawcę dla narządów.'


Co z tego?

Wszystkie podejmowane przez nas decyzje niosą ze sobą jakieś ryzyko..

Gdybyśmy tylko i wyłącznie słuchali innych, nie ryzykując przy tym, to kim byśmy byli?


Tchórzami.

A ja nim nie jestem.

Jeśli coś mi wpadnie do głowy, to nikt tego z niej nie wyciągnie.


I On mógłby nawet powiedzieć, że jeżeli nie odpuszczę, to koniec przyjaźni..

Mógłby tak zrobić, pewnie dobrze o tym wie.

Ale ja i tak nie odpuszczę,


Nie lubię się poddawać tylko dlatego, że komuś coś nie pasuje..

Zawsze się ukrywałam, przyjmowałam ciosy.

'Jesteś kimś, kto nigdy nie miał, nie ma i nie będzie miał własnego zdania. Poddajesz się szybciej, niż coś zaczniesz tylko dlatego, że boisz się konsekwencji.' (moja koleżanka z Mcz)


Nie chcę się bać, choć moja głupota i lekkomyślność mogą mnie dużo kosztować..

Ale przestało mnie bawić podkulanie ogona.

Jestem człowiekiem, a nie psem.


Nie siadam, gdy mi każą, nie idę do miski, gdy ktoś nałoży do niej jedzenia.

Żyję po swojemu, nawet jeśli komuś to nie odpowiada.

To nie moja wina, że nie jestem idealna.


Uwierzcie, chciałabym być..

Ale na świecie są same podróbki.

Prawdziwe piękno zamknięte w brzydkich opakowaniach.


Wiecie, chciałabym to wszystko już zakończyć.

Nie martwić się o to, co będzie jutro czy za tydzień.

Nie czuć tego przejmującego bólu za każdym razem, gdy się przebieram.


Nie boli mnie ciało samo w sobie.

Raczej świadomość tego, co sobie robię.

Co robię swoim rękom, nogom, szyi, brzuchowi..


I jeszcze to, że tnąc się ranię tych, dla których coś znaczę, może taką małą odrobinkę..

Wiem, że nie tylko mnie bolą moje cięcia, o czym usłyszałam wczoraj dwukrotnie.

Ale taka jestem..


Wiecie, co mi wychodzi najlepiej od urodzenia..?

Niszczenie cudzych nadziei.

Ranienie ludzi.

Tak, to mam opanowane do perfekcji już od pierwszego dnia własnego destrukcyjnego życia.



Mamuś, czy ty na pewno chciałaś tego, czym się stałam..?

sobota, 6 kwietnia 2013

Mummy, this is not your fault..


Nie lubię tego, gdy moja mama porównuje mnie do siebie albo do ludzi, których obie znamy..

Przecież ona dobrze wie, że nigdy nie będę kimś innym..

Nawet jeśliby bardzo chciała, to mimo wszystko zmienić mogę się, owszem..

Ale sama.


Och, albo ten moment, gdy ktoś mi mówi, że nie jestem jak ktoś; nie muszę czegoś mieć czy czegoś robić..

No przecież to samo sobie przeczy!

Mam się zachowywać jak moja koleżanka, ale nie jestem nią i mam nie robić czegoś tak, jak ona.


Dobrze..

To tyle dziwnego wstępu.

A teraz nie wiem, co bym mogła napisać.


Może co u mnie..?

No cóż, pocięłam się.

Yes, again..


A najlepsze jest to, że chodzę do psycholożki, która zawsze sprawdza moje ręce, nogi, brzuch, szyję..

Tak, każde mi ściągać bluzkę i spodnie.

Niezbyt to.. przyjemne.


Zawsze dokładnie sprawdza mi przede wszystkim szyję i ręce.

A teraz mam na nadgarstku.

Boli jak cholera, ale jak człowiek jest głupi, to tak ma.


Cięcia cięciami, ale lepsze jest to, gdzie i kiedy sobie je zrobiłam..

Otóż w szkole.

Tak, tak. W łazience na ostatnim piętrze.


Może teraz mruczycie 'No, pięknie'.

Może mówicie 'Ale ona jest pojebana'.

Macie do tego prawo, zwłaszcza Ci, którzy mnie znają.

Tak, tacy ludzie też wchodzą na tą stronkę i czytają moje notki..


W szkolnej łazience, po pierwszej lekcji..

Właściwie, to nie wiem jak ja to zrobiłam.

Weszłam, wyciągnęłam książeczkę z legitymacją i dowodem, gdzie zawsze trzymam żyletkę.

Raz, drugi, trzeci..


Nie, nie chodzi o to, że teraz chcę się tym pochwalić..

Choć może to tak wygląda..?

Ja.. ja mam takie pytanie do Was, choć z doświadczenia wiem, że nikt mi nie odpowie..

Zdjęcie: Na każdego przyjdzie czas, każdemu wypali się świeczka..

Jak Wy się przed tym wzbraniacie, o ile w ogóle macie/mieliście taki problem..?

Czy udaje się Wam z tym skończyć..?

Bardzo mi na tym zależy..

By z tym skończyć raz na zawsze, albo chociaż ograniczyć cięcie się do minimum..


Cóż, po skończeniu 'tego' spojrzałam w lustro.

Myślałam, że mam to wszystko już za sobą, wiecie..?

Że może jednak rozmowy, co prawda wymuszane za każdym razem, które prowadzę z Iwoną coś dają.

Chociaż to jest bardziej tak, że ona mówi, a ja milczę i słucham..


Myślałam, że obietnica złożona komuś, kogo sama bym nie skrzywdziła.. że to też coś znaczy..

Och, błąd..

Oczywiście, że znaczy. Dużo..

Nikomu nigdy nic nie obiecywałam, nic aż tak wielkiej wagi.


A nie obiecywałam, bo nigdy mi się nie udawało tego dotrzymać.

Sama liczyłam na to, że mi się uda.

Nawet nie wiecie, jaka jestem zawiedziona samą sobą.


Jak już napisałam wyżej, po.. pocięciu się spojrzałam w lustro.

Zastanawiało mnie zwłaszcza to, dlaczego teraz, właśnie tego dnia to zrobiłam..?

Przecież wytrzymywałam dobre dwa tygodnie!


No właśnie, już dwa tygodnie..

Ale jak widać moja kumpela miała rację..

Cięcie się jest jak nałóg, nigdy od niego całkiem nie uciekniesz..


A ja bym chciała, wiecie..?

Planowałam z tym skończyć.

Bo zwykle jest tak, że sama tego nie uruchamiam..


Tak, możecie mówić, że to głupota..

Ale taka prawda!

Wcześniej cięłam się przez byłą już przyjaciółkę.

Powiedziałam jej o tym, miała mnie zostawić.


Miała dać mi spokój..

Ostatecznie wyszło na to, że od razu chciała zacząć przyjaźnić się 'od nowa'.

Ale może ja tego nie chcę?


Och, nie 'może.

Na pewno, o czym jej napisałam.

I mówiłam jej to, podczas wolnej godziny, kiedy to chciała mi coś wytłumaczyć.


Niestety (albo i stety) nic z tego nie wyszło, bo ani ona nie zrozumiała tego, co chciałam jej przekazać, ani ja nie dowiedziałam się tak właściwie, dlaczego chciała się zabić.

Dobrze, ja wiem..

Tnę się, niedaleko było mi do samobójstwa, brakowało kilku minut..


Ale nigdy nie zrozumiem tego, dlaczego ktoś chciałby sobie odebrać życie.

Dla mnie śmierć zawsze była groteskowa, wiecie..?

Niby powinniśmy się jej bać, wystrzegać przed nią, a jednak wielu z niej kpi.

Temat śmierci jest jednocześnie tragiczny i komiczny..


Jeśli miałabym być szczera, to teraz jest kilka spraw, zwłaszcza nie załatwionych, które trzymają mnie przy życiu.

Jest kilka osób.

Ale tak na dobrą sprawę, to kto by za mną płakał..?

Chyba moja babcia..


Za wiele osób oddałabym własne życie, jeśliby to miało ich uratować.

Kilkoro ludzi jest dla mnie tak ważnych, że mogłabym skoczyć za nimi w ogień.

Mogłabym dla nich zabić, jeśli byłaby taka potrzeba.


A ilu z nich zrobiłoby to samo dla mnie..?